Home / Uncategorized / „Dyplomacja publiczna jest dla mnie oczkiem w głowie”

„Dyplomacja publiczna jest dla mnie oczkiem w głowie”

Polska placówka konsularna w Nowym Jorku na nowego konsula. Funkcje tę z początkiem nowego roku objął Maciej Golubiewski. Konsul generalny uchyla rąbka tajemnicy z życia prywatnego i opowiada o tym jak wygląda proces rekrutacji na stanowisko konsula generalnego.

Od 15 stycznia 2017 pełni pan funkcję konsula generalnego RP w Nowym Jorku. Bardzo proszę powiedzieć czytelnikom „Echa Polonijnego” kto pana namówił na objęcie tej funkcji?
Propozycja wyszła od Pana Ministra Jana Dziedziczaka. Nie ukrywam, że przyjąłem ją z przyjemnością. Oficjalną informację o tym, że to właśnie ja mam objąć funkcję kierownika placówki w Nowym Jorku otrzymałem będąc dyplomatą unijnym na placówce w Bejrucie. Musiałem się szybko zdecydować i skrócić pobyt w Libanie do dwóch lat, jako że moja nominacja pokrywała okres czterech lat.  Powiem szczerze, że nie planowałem takich zmian. Jednak objęcie placówki w Nowym Jorku jest dla mnie wielkim zaszczytem i dużą odpowiedzialnością i zrobię wszystko, aby powierzoną mi funkcję wypełnić jak najlepiej.

O tym, że to właśnie pan obejmie funkcję konsula generalnego Polonia słyszała w połowie 2016 roku, a na placówkę przyjechał pan siedem miesięcy później. Z jakiego powodu tyle czasu trwał ten proces?
Owszem, propozycja objęcia funkcji konsula generalnego pojawiła się w 2016 roku i ją przyjąłem, ale załatwienie kwestii formalnych przy przejściu z placówki unijnej do polskiej placówki konsularnej trwały bardzo długo. W Libanie pełniłem bardzo odpowiedzialną funkcję zastępcy Ambasadora i mój okres wypowiedzenia trwał trzy miesiące. W międzyczasie szukano osoby, która będzie mogła mnie zastąpić. Oprócz tego w musiałem zdać egzamin konsularny, przez jaki musi przejść każdy urzędujący na placówce konsul, nie tylko konsul generalny. I z tego powodu wydłużył się moment objęcia mojego stanowiska w NYC.

A na czym polega taki egzamin?
Muszę przyznać, że egzamin jest dość skomplikowany i jest wymagany przez ustawę o prawie konsularnym. Podczas egzaminu pisemnego, a potem ustnego, sprawdzana jest wiedza teoretyczna i praktyczna, która jest potrzebna do wykonywania obowiązków konsula. Trzeba pamiętać o tym, że każdy z konsulów razem z konsulem generalnym musi znać przepisy prawa dotyczące między innymi wydawania paszportów, wiz, kwestie obywatelstwa polskiego, różnorakie kwestie pomocy prawnej np. przy rekwizycjach. Ważne są zwłaszcza konwencje między USA i Polską – tu trzeba się orientować w sprawach bilateralnych. Ten egzamin jest rzeczywiście dość obszerny. Nie chwaląc się zdałem go uzyskując 37 punktów na 40 możliwych, chociaż Pan Konsul w Chicago zdał go jeszcze lepiej!

Posiada pan imponujące doświadczenie zawodowe. W jaki sposób będzie pan zdobytą wiedzą wykorzystywał na rzecz Polski?
Każde z moich dotychczasowych doświadczeń będę mógł wykorzystać pełniąc funkcję konsula generalnego. Na przykład moje doświadczenie ekonomiczne, które zdobyłem zaraz po studiach zajmując się konsultingiem. Co prawda na tym stanowisku pracowałem trzy lata – to w sumie nie jest dużo, ale był to profesjonalny etap w mojej karierze, dzięki któremu będę mógł wykorzystać nabytą w praktyce wiedzę w kontaktach z wydziałem handlu i inwestycji, który prężnie działa w Nowym Jorku. Doświadczenia akademickie pomogą mi w relacjach z instytucjami edukacyjnymi w USA, uniwersytetami i szkołami średnimi. Przez kilka lat wykładałem na amerykańskim uniwersytecie, więc doskonale wiem, jak działają uczelnie i jak działa system edukacyjny w Stanach Zjednoczonych. Moje zaangażowanie w sektorze publicznym i społecznym w Waszyngtonie pozwoliło mi też trochę poznać politykę wewnętrzną i zewnętrzną USA, co mam nadzieje przełoży się na możliwości współpracy z władzami i elitami amerykańskimi na poziomie mojego okręgu. Natomiast unijne doświadczenie przełoży się na dobrą relację z europejskimi konsulami obecnymi w NYC jak i z samą Delegaturą UE przy ONZ.  Będzie to ważne bo jednym z moich zadań jest  lokalna unijna współpraca konsularna i w sprawach wizowych.

Na czym w szczególność będzie pan się skupiał pełniąc funkcję konsula generalnego w Nowym Jorku?
Konsul zawsze musi realizować zadania stałe – zlecone przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jednak każdy z nas ma inne sposoby ich realizacji. Przede wszystkim nasza placówka jest urzędem konsularnym, więc nasze priorytetowe zadanie to sprawnie funkcjonujący urząd dla Polaków i dla osób, które starają się o wyjazd do Polski. Te zadania były bardzo dobrze realizowane przez moich poprzedników. Stałym zadaniem jest również polityka polonijna. W naszej palcówce jest sprawnie działający referat dyplomacji publicznej i współpracy z Polonią; wspieramy relacje polsko-amerykańskie między innymi w sferze naukowej, kulturalnej i gospodarczej.
Chciałbym w odpowiedni sposób aktywizować Polonię, wspierać pozytywny wizerunek Polski, również przez prowadzenie dyplomacji publicznej w obszarze polityki historycznej. Konsulat posiada względnie mało pracowników zajmujących się realizacją zadań dyplomatycznych, więc potrzebujemy osób, które będą nam pomagały. Tak właśnie sobie wyobrażam zorganizowaną Polonię. Chciałbym, aby z konsulatem w dużej mierze współpracowały osoby, które mają status w społeczeństwie amerykańskim, żeby nasza relacja z Polonią nie tylko polegała na symbiozie, wręcz rodzinnej atmosferze, ale żeby nasza wspólna praca przekładała się też na rzecz Polski – razem, ale nie dla siebie nawzajem.
Zadaniem każdego konsula, również i moim, jest wspieranie polskiej racji stanu, informowanie o priorytetach polskiej polityki zagranicznej. Jednym słowem dyplomacja publiczna jest dla mnie oczkiem w głowie i chcę, aby ona rozpostarła skrzydła.

Cofnijmy się teraz do pana okresu młodzieńczego. Jak to się stało, że rozpoczął pan edukację poza granicami Polski?
Za moją zagraniczną edukacją niewątpliwie stoją moi rodzice. Może nie będę oryginalny, ale mam szczęście, że mam takich wspaniałych rodziców. A za moją edukacją stoi moja mama. To właśnie ona była siłą sprawczą, która mnie mobilizowała abym brał udział w różnego rodzaju konkursach i ubiegał się o stypendia zagraniczne. Moja mama miała szczególne zdolności jeśli chodzi o wyszukiwanie możliwości edukacyjnych za granicami kraju. A ja byłem grzecznym i posłusznym synem i po prostu z nich korzystałem. Gdyby nie mama to z pewnością szedłbym normalną ścieżką edukacyjną. Nie ukrywam, że czasami szło mi z oporem słuchanie się rodziców, choć z reguły dobrze wychodziłem na tym, że robiłem tak jak rodzice mi podpowiadali. Raz w swoim młodzieńczym życiu nie posłuchałem rodziców i powiem szczerze, że tego żałowałem

A w jakiej sprawie nie zastosował się pan do rady rodziców?
Chodzi o szkołę muzyczną. Będąc dzieckiem rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej, uczyłem się gry na fortepianie. Marzeniem moich rodziców, szczególnie taty, który skończył szkołę muzyczna pierwszego stopnia, było to, abym przynajmniej skończył ten pierwszy stopień. Ja natomiast zrezygnowałem z niej po trzech czy czterech latach. Teraz tego żałuję i choć czasami grywam na fortepianie to zdaję sobie sprawę, że moje duże braki to efekt niepełnego muzycznego wykształcenia.

Kiedy po raz pierwszy miał pan kontakt z Nowym Jorkiem?
Po raz pierwszy w Nowym Jorku byłem jako 15-letni chłopiec. Oczywiście dzięki mojej mamie, która mi podesłała informacje o międzynarodowym obozie dla zdolnych uczniów. Oczywiście złożyłem swoją aplikację i dostałem się na Camp Rising Sun, który reklamował się jako „International Leadership Program.” Tym sposobem jako nastolatek przyjechałem do Nowego Jorku, a konkretnie zamieszkałem przed obozem u hinduskiej rodziny na Staten Island. Z tamtego okresu pamiętam, że bardzo duże wrażenie na mnie zrobił Staten Island Mall. Wówczas w Polsce nie było jeszcze takich miejsc. Byłem zachwycony fontanną w sklepie i nie mogłem się nadziwić, jak fantastycznie mogą wyglądać sklepy. Wielkie wrażenie na mnie zrobiła również dzielnica finansowa Wall Street i cały dolny Manhattan. Pamiętam to niesamowite uczucie do dnia dzisiejszego.

A czy prawdą jest, że pana żona była również wcześniej związana z Nowym Jorkiem?
Agata – moja żona – młode swoje lata spędziła w Nowym Jorku, a konkretnie mieszkała na Jackson Heights w dzielnicy Queens. Przyjechała jako 7-letnia dziewczynka z matką i spędziły tam ponad 5 lat, po czym wróciły do Polski. Agata bardzo miło wspomina ten okres, więc nawet wzięła mnie na wycieczkę po swojej dzielnicy i pokazała mi szkołę, do której wtedy chodziła. Jej znajomość Queensu jest „domowa”, nie jest związana z jej życiem profesjonalnym. Podczas takiej wycieczki ciekawe rzeczy można zobaczyć. Agata zabrała mnie do jakiejś nikomu nieznanej restauracyjki, którą pamięta z dzieciństwa. Nikt jej nie zna i pewnie nigdy byśmy tam nie trafili, gdyby nie jej nowojorskie doświadczenia z dzieciństwa.

A gdzie się państwo poznali?
Poznaliśmy się w Polsce ale faktem jest, że pierwsze nasze rozmowy toczyły się wkoło Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie doświadczenia niewątpliwie nas połączyły i zbliżyły. Coś jednak w tym jest, że jak człowiek trochę pomieszka w Stanach, połknie amerykańskiego bakcyla i polubi Amerykę to trudno zupełnie bez niej żyć. Ameryka uczy podejścia do pewnych kwestii.  Amerykanie mają swoiste podejście do życia, do rozwiązywania problemów. Są w stosunku do siebie bardziej bezpośredni.  Jest to zupełnie inny kraj niż Polska, inny kulturowo i mentalnie. W Amerykanach jest większa bezpośredniość i otwartość, często mylona z fałszywością, co jest całkowitą nieprawdą. Szczerze mówiąc to na południu Stanów doświadczyłem tradycji prawdziwej życzliwości i dobrego wychowania. Jednak w dużej mierze zależy to od korzeni oraz od rodziny z jakiej się pochodzi. Jestem też pod wrażeniem elit amerykańskich, pod wieloma względami.

A czym zajmowała się pana żona w Polsce?
Moja żona była bardzo aktywna zawodowo, pracowała w reklamie, gdzie spędziła lwią część swojego zawodowego życia. Kilka lat pracowała dla amerykańskiej firmy reklamowej w Warszawie i w USA; reklama była jej ścieżką kariery zawodowej. W Warszawie prowadziła całkiem spory „concept store”, gdzie można było nie tylko kupić kolekcje polskich projektantów, ale też organizować wernisaże i spotkania osób z pokrewnych branż. Na swoim koncie ma również swoją – co prawda amatorską – kolekcję ubrań, która nosiła nazwę „Biachic”. Osobiście byłem pod wrażeniem kolekcji ubrań mojej żony, bardzo podobały mi się jej kreacje.

Na koniec proszę powiedzieć czy już się państwo zadomowili w NYC?
Obecnie szukamy mieszkania. Mamy już kilka na oku jednak jest dużo formalności do załatwienia. W sumie nie sądziłem, że aż tyle będzie papierkowych spraw przy wynajęciu mieszkania w Nowym Jorku. Ale wszystko jest na dobrej drodze. Obecnie poznajemy Polonię i organizacje polonijne. W miarę możliwości będę brał udział w polonijnych balach i uroczystościach. Mam wrażenie, że na dzień dzisiejszy dobrze sobie radzę w roli konsula otwartego na relacje z Polonią. Przyjąłem niemal każde zaproszenie, rozmawiam z każdym kogo spotykam podczas tych okazji. Bez poznania Polonii trudno byłoby cokolwiek zdziałać. Choć na razie jestem raczej obecny w najbliższych częściach mojego okręgu konsularnego, to sukcesywnie będę jeździł coraz więcej i dalej. Wiem, że każda grupa Polonii, nie tylko ta nowojorska, jest bardzo wymagającym partnerem dlatego też będzie mi bardzo zależało na tym, aby zapracować sobie przede wszystkim na jej zaufanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że nasze relacje są bardzo ważne. Jestem osobą, która jest ciekawa ludzi, ich poglądów i punktów widzenia.

Dziękuję za rozmowę

Agnieszka Granatowska

Zdjęcie konsulat generalny RP w Nowym Jorku


Maciej Golubiewski (ur. 7 maja 1976 r. w Łodzi), posiada stopień Bachelor of Arts z filozofii, polityki i ekonomii  z Washington and Lee University, USA (1999) oraz Master of Arts z politologii z Johns Hopkins University, USA (2005), na których to uczelniach był stypendystą.  Posiada też maturę międzynarodową z United World College of the Atlantic w Wielkiej Brytanii (1995).

Przez dziesięć lat mieszkał w Waszyngtonie pracując w konsultingu biznesowym (Charles River Associates International) oraz współpracując z wieloma organizacjami pozarządowymi, think tankami i uniwersytetami m.in. z the Heritage Foundation i Center for European Policy Analysis. Był stażystą w Senacie USA w biurze Senatora Richarda Lugar’a, Przewodniczącego Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych.  W latach 2005–2008 w ramach studiów doktoranckich prowadził wykłady z politologii i stosunków międzynarodowych na Johns Hopkins University i Uniwersytecie Mannheim w Niemczech.

W 2008 r. rozpoczął pracę w Komisji Europejskiej w Brukseli a od 2011 r. w nowo powstałej dyplomacji UE – Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych. Przez cztery lata zajmował się polityką regionalną Afryki Wschodniej i krajów Oceanu Indyjskiego uczestnicząc w negocjacjach handlowych z regionalnymi blokami gospodarczymi tego region tzw. Economic Partnership Agreements. W latach 2012 – 2014 zajmował się ustalaniem stanowisk UE w Radzie Spraw Zagranicznych UE wobec rozwijającego się konfliktu w Syrii.  Od 2014 do 2016 roku był zastępcą Ambasadora UE w Delegaturze UE w Libanie (Bejrut) i był szefem sekcji politycznej i medialnej Delegatury.

Zasiada w komitecie doradczym programu magisterskiego integralnego zarządzania i ekonomii rozwoju (MA in Integral Economic Development) na Catholic University of America w Waszyngtonie. Od prawie 10 lat jest ekspertem w Instytucie Sobieskiego w Warszawie. Na swoim koncie posiada liczne publikacje w tym analizy naukowe, artykuły prasowe oraz wystąpienia publiczne i telewizyjne w kraju i zagranicą.  Posługuje się językiem angielskim i francuskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top